Jak już wcześniej zaznaczyłem, po wielu poszukiwaniach zdobyłem książkę – Giovaniiego Papiniego „Świadkowie Męki”, zacząłem się przyglądać tym postaciom, było też kilka innych książek i rozmów ze znajomymi. Ostatnia Ewangelia Piłata wg Szmitta.

W jednej z nich już nie pamiętam w której znalazłem takie słowa.

„Po biczowaniu Chrystusa, gdy cały tłum ludzi zaczął iść na wzgórze Trupiej Czaszki, Piłat kazał przyprowadzić do siebie Barabasza”.

Piłat mocno zły, wypomina skazańcowi, że to przez niego musiał wydać niewinnego, i karze mu iść jak najdalej, i tak postępować, aby już nigdy nie stawał przed sądem; i tak mówi:

… bo wtedy nie wyrwie cię z rąk mojej sprawiedliwości nawet twój Bóg.

Zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście Bóg wyrywa człowieka ze sprawiedliwości.
Dlatego dzisiaj na kazaniu – Barabasz i sprawiedliwość.

Czym jest sprawiedliwość?

Różne i nader rozbieżne rozumienia sprawiedliwości streszczają się w szeregu „formułek”.

Sprawiedliwość to prawo i urząd prawny, to również cnota, a także podstawa zarówno wolności, jak i więzienia.
Wiadomo, że sprawiedliwie ma być oddane każdemu, tzn. uczciwie i bezstronnie?; tzn. jak?

Może każdemu równo?
Każdemu według potrzeb?
Każdemu według włożonego wysiłku?
Każdemu według osiągniętego wyniku?
Każdemu według zasług?
Każdemu według zdolności?…
Zasada: „każdemu równo” zakłada, że każdemu należy zapewnić minimum do przeżycia. Jest bardzo prosta w stosowaniu, jednak nie pobudza do wysiłku i prowadzi do marnotrawstwa. Dlaczego?

… każdemu równo …
Każdemu dajmy jeden chleb na dzień: jeden zje kromkę chleba, drugi dwa bochenki; jest sprawiedliwie, choć jeden pójdzie głodny, drugi z bólem głowy: co ma zrobić z resztą?

Taki model miała przynieść miniona komunistyczna epoka. Ciekawe, kto wtedy był sprawiedliwie potraktowany?

Ładnie brzmi też zasada: „każdemu według potrzeb”, ale kto ma określać te potrzeby? Ja mam inne i Ty.

Wbrew pozorom, nie jest łatwo wcielić w życie zasadę: „każdemu według wysiłku”. Tylko, jak porównać wysiłek np. robotnika fizycznego, neurochirurga, ochroniarza i kierowcy?

Czy można zrównać wysiłek „owocny” i wysiłek nieefektywny? Kto ma zapłacić za wysiłek, którego nikt nie oczekiwał?
Warunek: „każdemu według wyników”, funkcjonuje na egzaminie, zwłaszcza testowym. W innych sytuacjach zasada taka rodzi szereg problemów: badacz ślęczał nad problemem, jednak nie udało się go rozwiązać, policjant nie wykrywa przestępców, bo w jego rewirze nikt nie popełnia przestępstw – jak wynagrodzić tego badacza czy policjanta według „wyników”?

„Wedle zasług” – jakże często ludzie chcą być wynagradzani za zasługi. O zasługach można mówić tylko z pewnego punktu widzenia, subiektywnie. Stąd ta formuła rodzi konflikty i to zrozumiałe, bo kto by nie chciał za swój trud otrzymać medalu czy jakiejś nagrody?…

A z formułą „każdemu wedle zdolności” trzeba obchodzić się szczególnie ostrożnie: bo – z jednej strony – jakie mamy prawo wymagać od zdolnych więcej, a – z drugiej strony – dlaczego mniej zdolny ma być dodatkowo poszkodowany?

W takim razie, jak rozumieć sprawiedliwość?
Jakie przyjąć kategorie?

I to jest pytanie. Tak się przyczepiłem trochę w tych kazaniach pasyjnych do naszych postaw. Bo widzę i doświadczam właśnie niesprawiedliwego traktowania.

Nie tyle, że coraz większe bezrobocie, że coraz biedniej, i coraz trudniej, a to i w oświacie, i w służbie zdrowia, o rolnikach nie wspominając.

Do tego udziela się nam, jak dzisiejsza pogoda, ten wisielczy nastrój.

Człowiek zamiast ramię w ramię do pomocy stanąć, staje się drugiemu człowiekowi wilkiem.

Źle się traktujemy, źle o sobie nawzajem myślimy.
Nie chcę generalizować, widzicie sami nie jest dobrze.

Złośliwi, zawistni, „zmurszali”, „pyski” takie powykrzywiane – zazdrośni, podstępni…

Dziwisz się bracie i siostro, że taki zły ten świat …

Posłuchaj, może uda mi się Tobie podpowiedzieć co z tą sprawiedliwością.
… jak należy rozumieć sprawiedliwość?

Obok cnót roztropności, męstwa i umiaru, właśnie sprawiedliwość jest tą zasadą, normą, regułą, która ustala właściwe relacje człowieka do Boga, do ludzi i do otaczającego świata.

Masz patrzeć na Boga, człowieka, poprzez sprawiedliwość.
To znaczy?

To znaczy, że sprawiedliwość jest szacunkiem wobec praw innych ludzi – ma na uwadze drugą osobę i dlatego stanowi fundament prawdziwej miłości.

Nie ma bowiem miłości tam, gdzie jest naruszona sprawiedliwość.

Niesprawiedliwy nie umie kochać.

Trzeba to koniecznie dostrzec, ponieważ dziś wielu ludzi chce kochać, a jednak lekceważy sprawiedliwość.

Sprawiedliwość jest także, jak wspomnieliśmy, ściśle związana z prawem. Z prawem Boga, z prawem, które obowiązuje w Kościele i z prawem, które obowiązuje w państwie.
Jest oddaniem godności i szacunku drugiemu człowiekowi.

Jest cnotą stałą, sposobnością, nastawieniem na oddanie każdemu tego dobra, do którego ma prawo.

Zatem sam akt sprawiedliwości nie świadczy o tym, że ktoś jest sprawiedliwy. Bo – na przykład – to, że złodziej kupuje bilety i kasuje je w autobusie nie świadczy o jego sprawiedliwości, bo płaci kradzionymi pieniędzmi.

My, pragnąc być sprawiedliwymi, mamy patrzeć w nasze serce, gdzie zakodowana jest zasada, że należy czynić dobro, a zła unikać.

Słyszałeś bracie i siostro! Czynić dobro, a zła unikać.

Chcąc być dobrymi, mamy być sprawiedliwi. Nie ma na to rady.

Po to temat sprawiedliwości jest omawiany, aby można było wskrzesić sumienie, które jest fundamentem skruchy i nawrócenia.

Te słowa pamiętacie:

„Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz a drugi celnik.

Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił:

Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam.

Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika.
Powiadam wam: ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten”.

Dlatego, bądź sprawiedliwy – stań gdzieś z dala, bij się w piersi za siebie i mów: Boże, miej litość dla mnie, grzesznika.

„Ocalałem. Czyż nie było lepszych?”

I teraz, w tym momencie, przywołam jeszcze raz Barabasza z tą sceną z Piłatem, gdzie padają słowa:

„… bo wtedy nie wyrwie cię z rąk mojej sprawiedliwości nawet twój Bóg.”

Bóg rzeczywiście wyrywa nas spod władzy sprawiedliwości, która może być dla nas obciążająca.

To właśnie krzyż sprawił. To spowodowała śmierć Chrystusa. Wielka miłość Boga.

Zaistniała sprawiedliwość, która domagała się dopełnienia przez miłość.
Dlaczego? Gdyż nasze uczynki ciągną nas ku śmierci, a Boża sprawiedliwość, polegająca na tym, że Bóg każdego obdarowuje jednakowo miłością, daje nam szansę na życie wieczne.

To ta miłość o której tyle było w rekolekcjach.

Miłość, bo regułki, paragrafy, kazusy i przepisy wrzuciły by nas na samo dno piekła – a miłość od Boga daje nadzieję …

Rozumiesz to, daje nadzieję na zbawienie
Mało tego daje to zbawienie !!!

Dlatego masz oszaleć z miłości do Boga !!!
W Encyklice Jana Pawła II “Dives in misericordia”, czytamy:
„Doświadczenie przeszłości i współczesności wskazuje na to, że sprawiedliwość sama nie wystarcza, że – co więcej – może doprowadzić do zaprzeczenia i zniweczenia siebie samej, jak nie dopuści się do kształtowania życia ludzkiego w różnych jego wymiarach owej głębszej mocy, jaką jest miłość”.

Pamiętasz taką scenę, jak Chrystus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek imieniem Zacheusz, który tak pragnął zobaczyć tego pięknego, mądrego Człowieka, o którym tyle mówiono. A że był niskiego wzrostu, to wspiął się na sykomorę.

Jezus przyszedł na to miejsce i mówi: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dzisiaj chcę się zatrzymać w twoim domu.”

Jaki on był szczęśliwy, on – taki zwykły, mały, uznany za zdziercę i oszusta. Jego zauważył ten wielki, znany Człowiek – zobacz, co się dzieje z Zacheuszem; pół majątku rozdaje, a tych, co skrzywdził, to poczwórnie wynagradza. To jest lekcja dla ciebie.

To jest cały sens Bożej miłości.
Bóg chce być z Tobą na wielki.
Słyszysz tam słowa:

Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu. — I o to chodzi.

To jest ta Boża pedagogika, że każdy słyszy, jakby Bóg mówił tylko do niego z osobna. To jest ten Wychowawca, który nie przeraża się twoimi słabościami, twoimi upadkami; On kocha swoich.

Ucz się od Jezusa uszczęśliwiać innych. Zrób to, co do Ciebie należy i jeszcze więcej, okaż serce, pokaż, że je masz i że to nie tylko splot mięśni.

Jezus o serce drugiej, wolnej osoby, walczy.
Walcz też o godność i szacunek brata i siostry twojej.

Dlatego to śpiewamy w Wielkim Poście:

„W krzyżu zbawienie,
w krzyżu cierpienie,
w krzyżu miłości nauka”.

My uczymy się tutaj tej miłości, którą nam przyniósł Chrystus, której świat nam dać nie może; której z natury nie znamy, choć nasza natura jest do niej przysposobiona, ale nic poza tym.

Uczymy się przy okazji Męki Pańskiej, jak kochać drugiego.

Słuchając kazań pasyjnych, przywołujących różne postacie, chcemy się przybliżyć do zrozumienia tej Męki Pańskiej,

chcemy -widząc ludzi – uczyć się od nich,
jak postępować i jakich błędów nie popełniać.

Bo weźmy na przykład: Annasz, Kajfasz – tacy chytrzy politycy. Jakiej miłości tu od nich się uczyć po dziś dzień?
Ludzie dla Kościoła bardzo podejrzani.

Bawią się tam decydując o losach człowieka: Barabasz czy Chrystus? Jakaś racja stanu i można wymienić zbrodniarza na niewinnego. Zobacz, jak to się często dzieje w naszych czasach.

Jest tam też Piłat – wspominany przez nas sceptyk, dla którego zagadnienie prawdy jest względne. To tak samo, jakbyś go w dzisiejszych mediach zatrudnił: w zależności od tego, co się opłaca, co potrzebne w danej chwili, tak to skomentuje. I umywa ręce.
Co to jest prawda?

Herod – on o jakiejś miłości miał na pewno pojęcie, ale nie o tej właściwej, bo to był człowiek, który pławił się w przyjemności zmysłowej. To był taki człowiek, który nie umiał jeszcze stanąć prosto, nie umiał z godnością patrzeć prosto ku wieczności i tak żyć.

Nie. On, jak te wszystkie stworzenia pozaludzkie, żył z nosem przy ziemi. Do niego przychodzi Chrystus. A Herod chce mieć z niego trochę „jazdy” – jak mówią młodzi.

Herod nic nie rozumie, i to jest postawa tak wszechobecna dzisiaj wokół nas. Ludzie w ogóle nie rozumieją Chrystusa.

Kiedyś, gdy byłem w Bawarii jedna z sióstr zakonnych, która prowadziła przedszkole, tłumaczyła mi, jaki to wielki problem u nich zaistniał.
Mają zdjąć wszystkie krzyże, zwłaszcza te, na których jest zawieszona pasyjka, gdyż to źle wpływa na „rozwój dziecka”.

Obraz umęczonego człowieka jest „stresogenny” i „obciąża psychikę”.

Ukochani, jakie odwrócenie treści. Dokładnie krzyż w domu, noszony na szyi, przy drodze, ma nam przypominać o życiu, abyśmy go nie utracili. Tak samo my, jak ci na pustyni, patrząc na krzyż, mamy być ocaleni: „bo Bóg tak umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne”.

„Kto nie miłuje, Boga nie zna, Bóg jest miłością” — jak powie św. Jan
Prośmy Boga, abyśmy zrozumieli, że jest coś, czego nigdy nie możemy stracić, w co nigdy nie możemy zwątpić – miłość.

Miłość kosztuje. Za miłość trzeba płacić sobą. Jeśli tego nie doświadczamy, spójrzmy na Golgotę. W jej świetle zaczynamy rozumieć, co to znaczy „niewola miłości”.

Widzimy ją w przybitych do krzyża dłoniach i stopach Jezusa.
To jest ta miłość, która zbawia.

Amen.